wtorek, 21 kwietnia 2015

Eventy





Atrakcji nie brakowało


Myślę, że dzień otwarty w naszym gimnazjum był wyjątkowo udany – i to nie tylko z perspektywy tzw. gimbazy, która czynnie uczestniczyła zarówno w samym wydarzeniu, jak i w przygotowaniach. Gościom z pobliskich podstawówek także się bardzo podobało.

Atrakcji nie brakowało. Smaczne i zdrowe przekąski przygotowane przez panią Kiełczewską i Brzozowską. Praca z mikroskopami z panią Krawiec i wiele, wiele innych!.

Ja brałam udział w przestawieniu „Cinedrella” w języku angielskim, którym opiekowała się pani Dagmara Terzis. Nie obyło się bez nerwów. Każdy występ, a było ich kilka, dawał dużą dawkę stresu i adrenaliny. Każdy martwił się, żeby nie pomylić tekstu albo czegoś nie zepsuć. Gdy przełamaliśmy pierwsze lody, czuliśmy się pewniej. A wtedy naszła nas myśl, że aktorstwo to nasz żywioł!

Jagoda Szmyt


Dobre doświadczenie

Dzień  Drzwi Otwartych  w naszym gimnazjum uważam za udany. Wszystko było przygotowane na pięć minut przed dwunastą. Odwiedzili nas  szóstoklasiści  z SP 20, 21, 50 i 74. Grupa, którą  oprowadzałem, była w miarę spokojna. Byli to uczniowie  podstawówki, której jestem absolwentem, czyli  SP 50.

Zadanie miałem ułatwione, gdyż kilkoro z nich znałem. W naszym gimnazjum czujemy się dobrze, wiemy, gdzie co jest i na co należy zwrócić uwagę. Plan zwiedzania był znany, więc oprowadzanie sprawiło mi przyjemność i było dziecinnie łatwe. Myślę, że potencjalnym kandydatom podobało się. Zadawali pomocnicze pytania o przyszłoroczne klasy, pytali o nauczycieli uczących, o atmosferę w szkole. W kilkunastu klasach mogli zapoznać się, jak wygląda nauka w naszej szkole i jak mogą rozwijać swoje zainteresowania.

Nauczyciele, którzy przyprowadzali swoich uczniów, mogli skorzystać z kafejki. Przyjemnie  było zobaczyć  tych, którzy mnie uczyli i zamienić z nimi kilka słów o przeszłości i teraźniejszości. Z radością informowałem ich o swoich osiągnięciach.

Chętnie wezmę udział w następnych Drzwiach Otwartych, gdyż było to bardzo ciekawe doświadczenie, pomimo że musiałem zostać dłużej w szkole.

Łukasz Barszczyk



No to może „Klik”?



- Staniecie z Karoliną i Moniką przy „Kliku”. Oprowadzających i tak jest już za dużo. – zarządziła pani Zosia. Wydawało się, że lepsze zadanie nie mogło mi się trafić, ale, niestety, nie do końca wiedziałam, na czym ma polegać. No trudno! Na oprowadzającą i tak bym się nie nadawała, bo wystraszyłabym naszych gości.

Pojawili się pierwsi szóstoklasiści, a nasza trójka dumnie stanęła przy stoliku, na którym rozłożone były gazetki. Z początku byłyśmy trochę przerażone. Będzie trzeba coś robić, a co gorsza mówić! A w takich momentach człowiek staje się niezwykle nieśmiały. Jednak jakoś udało nam się ten problem pokonać i szybko zrozumiałyśmy, że trzeba po prostu jak najlepiej zareklamować naszego „Klika”.

Monika biegała z pękami gazetek po korytarzach i wręczała gościom egzemplarze – zarówno te nowsze, jak i nieco starsze. Wydawało nam się, że nasza koleżanka po prostu pożera „Kliki” albo wyrzuca je przez okno, ponieważ po dwóch minutach przybiegała po kolejne porcje. Przekonałyśmy się jednak, że tego nie robiła. Wokół widać było uśmiechniętych szóstoklasistów przeglądających naszą gazetkę.

W tym czasie razem z Karoliną biegałyśmy do „archiwum” i tymczasowej szatni na ostatnim piętrze.  Tam zamieniałyśmy parę słów z Wojtkiem i Dominikiem, którzy wcielili się w rolę stróżów kurtek, toreb i plecaków. Niezmiernie im się nudziło, co było nieuzasadnione, ponieważ mieli rolę, wbrew pozorom, bardzo ważną. Następnie zbiegałyśmy po schodach z kolejnymi stosami „Klików” i przekazywałyśmy je Monice. Niezły trening.

Kto by pomyślał, że Drzwi Otwarte to tyle roboty?

Rok temu to ja byłam na miejscu tych podekscytowanych szóstoklasistów. Gimnazjaliści budzili we mnie pewnego rodzaju podziw. A teraz… teraz to ja jestem gimnazjalistką. Ciekawe, czy wobec mnie też czuli taki respekt?

Marta Woroniak



Bardziej wybuchowo!


Drzwi Otwarte w naszym gimnazjum wyszły fenomenalnie! Nasza klasa jest na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o organizację i dlatego właśnie zostaliśmy już „wynajęci” na kolejną  imprezę szkolną czyli VI Giełdę Szkół!



Mnie akurat przydzielono do sali biologicznej, gdzie urzędowała pani Krawiec. Prowadziliśmy tam zajęcia z mikroskopami, a także różne eksperymenty. Wspólnie sugerujemy, żeby na następne Dni  Drzwi Otwartych  doświadczenia były bardziej wybuchowe. Eksplozje to coś, co na pewno zainteresowałoby szóstoklasistów!

Widać było, że pani Zosia jest rozchwytywana przez wszystkich. Wszędzie jej potrzebowali! Może więc w przyszłym roku moja wychowawczyni trochę odpocznie, a to uczniowie zrobią większość prac? A pani będzie mogła nas wtedy obserwować z prawdziwym, szczerym uśmiechem. 

Więcej ciast! Zdecydowanie! Poczęstunek był trochę za skromny, chociaż dzieciom z podstawówki się podobało. Ale, niestety, nic nie zostało dla nas – strudzonych uczniów!

Powinna być też większa interakcja z nauczycielami i uczniami, którzy przyszli ze szkół podstawowych. Oni jakoś dziwnie się nas bali, jakbyśmy chcieli im zrobić krzywdę.

Kajetan Poloch

Praca taka zwyczajna 


Praca szatniarki nie należała do najważniejszych ani zbytnio męczących. Była po prostu zwykłą robotą. Wraz z Klaudią siedziałyśmy na krzesełkach i pilnowałyśmy dwóch sal, w których znajdowały się rzeczy gości.

Siedząc tak obserwowałyśmy przebieg wydarzeń. Widziałyśmy jak szóstoklasiści z zainteresowaniem i z zaciekawieniem wchodzą do kolejnych klas,  w których odbywały się przedstawienia albo jakieś eksperymenty. Aż miło było patrzeć na te wszystkie uśmiechy. Może za kilka miesięcy, już w nowym roku szkolnym ujrzymy wśród nas te twarze.

Dzień Drzwi Otwartych w naszej szkole był niesamowity: można było się wykazać różnymi talentami organizacyjnymi. Nam udało się wykazać cierpliwością w pilnowaniu rzeczy. Mam nadzieję, że w następnym roku też będzie trzeba pomóc tak jak tym razem.  

Natalia Dukiewicz 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz