Atrakcji nie brakowało
Myślę, że dzień otwarty w naszym gimnazjum był wyjątkowo udany – i to nie tylko z perspektywy tzw. gimbazy, która czynnie uczestniczyła zarówno w samym wydarzeniu, jak i w przygotowaniach. Gościom z pobliskich podstawówek także się bardzo podobało.
Atrakcji
nie brakowało. Smaczne i zdrowe przekąski przygotowane przez panią Kiełczewską
i Brzozowską. Praca z mikroskopami z panią Krawiec i wiele, wiele innych!.
Ja
brałam udział w przestawieniu „Cinedrella” w języku angielskim, którym opiekowała
się pani Dagmara Terzis. Nie obyło się bez nerwów. Każdy występ, a było ich
kilka, dawał dużą dawkę stresu i adrenaliny. Każdy martwił się, żeby nie
pomylić tekstu albo czegoś nie zepsuć. Gdy przełamaliśmy pierwsze lody,
czuliśmy się pewniej. A wtedy naszła nas myśl, że aktorstwo to nasz żywioł!
Jagoda Szmyt
Dobre doświadczenie
Dzień Drzwi Otwartych w naszym gimnazjum uważam za udany. Wszystko
było przygotowane na pięć minut przed dwunastą. Odwiedzili nas szóstoklasiści z SP 20, 21, 50 i 74. Grupa, którą oprowadzałem, była w miarę spokojna. Byli to
uczniowie podstawówki, której jestem
absolwentem, czyli SP 50.
Zadanie miałem ułatwione, gdyż kilkoro z
nich znałem. W naszym gimnazjum czujemy się dobrze, wiemy, gdzie co jest i na
co należy zwrócić uwagę. Plan zwiedzania był znany, więc oprowadzanie sprawiło
mi przyjemność i było dziecinnie łatwe. Myślę, że potencjalnym kandydatom
podobało się. Zadawali pomocnicze pytania o przyszłoroczne klasy, pytali o nauczycieli
uczących, o atmosferę w szkole. W kilkunastu klasach mogli zapoznać się, jak wygląda
nauka w naszej szkole i jak mogą rozwijać swoje zainteresowania.
Nauczyciele, którzy przyprowadzali swoich
uczniów, mogli skorzystać z kafejki. Przyjemnie było zobaczyć tych, którzy mnie uczyli i zamienić z nimi
kilka słów o przeszłości i teraźniejszości. Z radością informowałem ich o
swoich osiągnięciach.
Chętnie wezmę udział w następnych Drzwiach
Otwartych, gdyż było to bardzo ciekawe doświadczenie, pomimo że musiałem zostać
dłużej w szkole.
Łukasz Barszczyk
Łukasz Barszczyk
No to może „Klik”?
- Staniecie
z Karoliną i Moniką przy „Kliku”. Oprowadzających i tak jest już za dużo. –
zarządziła pani Zosia. Wydawało się, że lepsze zadanie nie mogło mi się trafić,
ale, niestety, nie do końca wiedziałam, na czym ma polegać. No trudno! Na
oprowadzającą i tak bym się nie nadawała, bo wystraszyłabym naszych gości.
Pojawili się pierwsi szóstoklasiści, a
nasza trójka dumnie stanęła przy stoliku, na którym rozłożone były gazetki. Z
początku byłyśmy trochę przerażone. Będzie trzeba coś robić, a co gorsza mówić!
A w takich momentach człowiek staje się niezwykle nieśmiały. Jednak jakoś udało
nam się ten problem pokonać i szybko zrozumiałyśmy, że trzeba po prostu jak
najlepiej zareklamować naszego „Klika”.
Monika biegała z pękami gazetek po
korytarzach i wręczała gościom egzemplarze – zarówno te nowsze, jak i nieco
starsze. Wydawało nam się, że nasza koleżanka po prostu pożera „Kliki” albo
wyrzuca je przez okno, ponieważ po dwóch minutach przybiegała po kolejne porcje.
Przekonałyśmy się jednak, że tego nie robiła. Wokół widać było uśmiechniętych
szóstoklasistów przeglądających naszą gazetkę.
W tym czasie razem z Karoliną biegałyśmy
do „archiwum” i tymczasowej szatni na ostatnim piętrze. Tam zamieniałyśmy parę słów z Wojtkiem i
Dominikiem, którzy wcielili się w rolę stróżów kurtek, toreb i plecaków.
Niezmiernie im się nudziło, co było nieuzasadnione, ponieważ mieli rolę, wbrew
pozorom, bardzo ważną. Następnie zbiegałyśmy po schodach z kolejnymi stosami „Klików”
i przekazywałyśmy je Monice. Niezły trening.
Kto by pomyślał, że Drzwi Otwarte to tyle
roboty?
Rok temu to ja byłam na miejscu tych
podekscytowanych szóstoklasistów. Gimnazjaliści budzili we mnie pewnego rodzaju
podziw. A teraz… teraz to ja jestem gimnazjalistką. Ciekawe, czy wobec mnie też
czuli taki respekt?
Marta Woroniak
Bardziej wybuchowo!
Drzwi
Otwarte w naszym gimnazjum wyszły fenomenalnie! Nasza klasa jest na pierwszym
miejscu, jeśli chodzi o organizację i dlatego właśnie zostaliśmy już „wynajęci”
na kolejną imprezę szkolną czyli VI
Giełdę Szkół!
Drzwi
Otwarte w naszym gimnazjum wyszły fenomenalnie! Nasza klasa jest na pierwszym
miejscu, jeśli chodzi o organizację i dlatego właśnie zostaliśmy już „wynajęci”
na kolejną imprezę szkolną czyli VI
Giełdę Szkół!
Mnie
akurat przydzielono do sali biologicznej, gdzie urzędowała pani Krawiec.
Prowadziliśmy tam zajęcia z mikroskopami, a także różne eksperymenty. Wspólnie
sugerujemy, żeby na następne Dni Drzwi
Otwartych doświadczenia były bardziej
wybuchowe. Eksplozje to coś, co na pewno zainteresowałoby szóstoklasistów!
Widać
było, że pani Zosia jest rozchwytywana przez wszystkich. Wszędzie jej
potrzebowali! Może więc w przyszłym roku moja wychowawczyni trochę odpocznie, a
to uczniowie zrobią większość prac? A pani będzie mogła nas wtedy obserwować z
prawdziwym, szczerym uśmiechem.
Więcej
ciast! Zdecydowanie! Poczęstunek był trochę za skromny, chociaż dzieciom z
podstawówki się podobało. Ale, niestety, nic nie zostało dla nas – strudzonych
uczniów!
Powinna
być też większa interakcja z nauczycielami i uczniami, którzy przyszli ze szkół
podstawowych. Oni jakoś dziwnie się nas bali, jakbyśmy chcieli im zrobić
krzywdę.
Kajetan Poloch
Praca taka zwyczajna
Praca
szatniarki nie należała do najważniejszych ani zbytnio męczących. Była po
prostu zwykłą robotą. Wraz z Klaudią siedziałyśmy na krzesełkach i pilnowałyśmy
dwóch sal, w których znajdowały się rzeczy gości.
Siedząc
tak obserwowałyśmy przebieg wydarzeń. Widziałyśmy jak szóstoklasiści z
zainteresowaniem i z zaciekawieniem wchodzą do kolejnych klas, w których odbywały się przedstawienia albo jakieś
eksperymenty. Aż miło było patrzeć na te wszystkie uśmiechy. Może za kilka
miesięcy, już w nowym roku szkolnym ujrzymy wśród nas te twarze.
Dzień
Drzwi Otwartych w naszej szkole był niesamowity: można było się wykazać różnymi
talentami organizacyjnymi. Nam udało się wykazać cierpliwością w pilnowaniu
rzeczy. Mam nadzieję, że w następnym roku też będzie trzeba pomóc tak jak tym
razem.
Natalia Dukiewicz


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz