Minęło dziesięć minut, dwadzieścia, trzydzieści… Po powrocie
ze szkoły prawie godzinę przesiedziałam
bezczynnie, wpatrując się w ekran telefonu. I pewnie siedziałabym tak dłużej,
gdyby nie mama, która przypomniała mi, że istnieje też świat inny niż ten
wirtualny. Rzeczywiście, zupełna strata czasu. Co prawda moja głowa była
bogatsza w informacje, że Anna Iksińska świetnie bawi się w Gdańsku ze swoją
rodziną, a jakaś znana, polska gwiazda ubrała sukienkę zagranicznego
projektanta. Tylko… po co mi to wiedzieć? I mimo że zdaję sobie sprawę, że są
to naprawdę mało istotne informacje, codziennie się nimi karmię. Czy to nie
hipokryzja?
Ale tak przecież robi teraz każdy… Nie rozstajemy się ze
swoimi telefonami, komputerami i tabletami. Nie mówię już nawet o ich
posiadaniu, bo to oczywistość. I to taka, która przewyższa swoją banalnością
nawet fakt, że Ziemia jest okrągła. Co tu dużo mówić? W XXI wieku bez tych urządzeń
nawet ciężko się myśli, a co dopiero dalej. Uświadomiłam sobie, że w porównaniu
do moich rówieśników spędzam przed
smartphone’ em czy laptopem bardzo mało czasu. Staram się żyć czymś
innym. Facebook’a używam głównie do komunikowania się ze znajomymi. Z
niektórymi potrafię rozmawiać nawet 24 godziny. Ale za to nie bawię się w Aski,
Instagramy, Snapchaty i tego typu rzeczy. Nie dodaję codziennie zdjęć z
życiowymi opisami, bo nie każdy musi wiedzieć, co się u mnie dzieje. To zupełne
pozbawianie się prywatności… A i tak czuje się uzależniona. Uzależniona od
komputera, telefonu, dostępu do Internetu. A może to tak naprawdę uzależnienie
od Karoliny, z którą konwersuję w każdej możliwej minucie życia? Skoro ja się
tak czuję, to strasznie muszą się czuć osoby przesiadujące przed ekranami, na
moje oko, o wiele za dużo.
A czy ktoś kiedyś pomyślał, ile nas to wszystko kosztuje?
Znaczy… może nie nas, a naszych rodziców. Przynajmniej w wieku gimnazjalnym, bo
ciężko wymagać, żebyśmy zarabiali własne pieniądze. SMSY, rozmowy, Internet.
Nie jest to aż takie drogie, ale… gdyby przeliczyć comiesięczne wydatki
poświęcane na nasze małe uzależnienie, wyszłaby z tego całkiem spora suma. Do
tego co chwilę kupujemy sobie jakieś gadżety do ukochanych urządzeń. Nowe
obudowy, smyczki, breloczki, słuchawki, karty pamięci. Może nawet muzykę, ale
to tylko przy założeniu, że nie jesteśmy piratami, co w dzisiejszej erze chomików
i tego typu stron jest coraz rzadsze.
A może czasem jednak warto odejść od komputerów i telefonów
i zająć się czymś innym? Porozmawiać ze znajomymi naprawdę, a nie tylko poprzez
czaty. I być może rzeczywiście jest to już uzależnienie, a nie tylko upodobanie
sobie życia z telefonem czy komputerem „przyklejonym” do ręki. Pozostawiam tę
myśl do przemyślenia Wam, drodzy czytelnicy.
Marta Woroniak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz