wtorek, 21 kwietnia 2015

PRZYKLEJONE DO RĘKI



Minęło dziesięć minut, dwadzieścia, trzydzieści… Po powrocie ze szkoły  prawie godzinę przesiedziałam bezczynnie, wpatrując się w ekran telefonu. I pewnie siedziałabym tak dłużej, gdyby nie mama, która przypomniała mi, że istnieje też świat inny niż ten wirtualny. Rzeczywiście, zupełna strata czasu. Co prawda moja głowa była bogatsza w informacje, że Anna Iksińska świetnie bawi się w Gdańsku ze swoją rodziną, a jakaś znana, polska gwiazda ubrała sukienkę zagranicznego projektanta. Tylko… po co mi to wiedzieć? I mimo że zdaję sobie sprawę, że są to naprawdę mało istotne informacje, codziennie się nimi karmię. Czy to nie hipokryzja?
Ale tak przecież robi teraz każdy… Nie rozstajemy się ze swoimi telefonami, komputerami i tabletami. Nie mówię już nawet o ich posiadaniu, bo to oczywistość. I to taka, która przewyższa swoją banalnością nawet fakt, że Ziemia jest okrągła. Co tu dużo mówić? W XXI wieku bez tych urządzeń nawet ciężko się myśli, a co dopiero dalej. Uświadomiłam sobie, że w porównaniu do moich rówieśników spędzam przed  smartphone’ em czy laptopem bardzo mało czasu. Staram się żyć czymś innym. Facebook’a używam głównie do komunikowania się ze znajomymi. Z niektórymi potrafię rozmawiać nawet 24 godziny. Ale za to nie bawię się w Aski, Instagramy, Snapchaty i tego typu rzeczy. Nie dodaję codziennie zdjęć z życiowymi opisami, bo nie każdy musi wiedzieć, co się u mnie dzieje. To zupełne pozbawianie się prywatności… A i tak czuje się uzależniona. Uzależniona od komputera, telefonu, dostępu do Internetu. A może to tak naprawdę uzależnienie od Karoliny, z którą konwersuję w każdej możliwej minucie życia? Skoro ja się tak czuję, to strasznie muszą się czuć osoby przesiadujące przed ekranami, na moje oko, o wiele za dużo.
A czy ktoś kiedyś pomyślał, ile nas to wszystko kosztuje? Znaczy… może nie nas, a naszych rodziców. Przynajmniej w wieku gimnazjalnym, bo ciężko wymagać, żebyśmy zarabiali własne pieniądze. SMSY, rozmowy, Internet. Nie jest to aż takie drogie, ale… gdyby przeliczyć comiesięczne wydatki poświęcane na nasze małe uzależnienie, wyszłaby z tego całkiem spora suma. Do tego co chwilę kupujemy sobie jakieś gadżety do ukochanych urządzeń. Nowe obudowy, smyczki, breloczki, słuchawki, karty pamięci. Może nawet muzykę, ale to tylko przy założeniu, że nie jesteśmy piratami, co w dzisiejszej erze chomików i tego typu stron jest coraz rzadsze.
A może czasem jednak warto odejść od komputerów i telefonów i zająć się czymś innym? Porozmawiać ze znajomymi naprawdę, a nie tylko poprzez czaty. I być może rzeczywiście jest to już uzależnienie, a nie tylko upodobanie sobie życia z telefonem czy komputerem „przyklejonym” do ręki. Pozostawiam tę myśl do przemyślenia Wam, drodzy czytelnicy. 

Marta Woroniak 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz